Blog / Bieg Tygrysa

Bieg Tygrysa

24 sierpnia 2016

W sobotę 20.08. Monika i Marcin z Naszego teamu zmierzyli się z 30km trasą na poligonie wojskowym w Orzyszu. Uczestnicy rywalizowali w dwuosobowych drużynach na trasie „Dużej Beczki” pokonując przy tym ponad 100 naturalnych i sztucznych przeszkód oraz mając ze sobą obciążenie w postaci ponad 5kg belki, którą mieli nieść przez cały dystans. Dodatkowo ubrani byli w spodnie wojskowe i buty za kostkę, które były wymagane przez organizatorów tego biegu. Był upalny dzień, więc słońce stanowiło dodatkową naturalną przeszkodę dla każdego.

Marcin: “I kolejny Tygrys za mną. Kumpel, z którym miałem początkowo biec w parze nabawił się kontuzji i potrzebowałem zastępstwa “na już”. Miałem szczęście - znalazł się ochotnik, a w zasadzie ochotniczka ;-). Tą osobą była Monika. Od tego momentu wiedziałem, że nie mogę dać plamy. Temperatura w dzień biegu sięgała 30 stopni C i zdecydowanie nie ułatwiała nam zadania. Monia już na samym początku wzięła belkę w swoje ręce. Ja, jak przystało na prawdziwego faceta próbowałem ją wziąć ze sobą, ale Monia była uparta. Jak przystało na wojowniczkę narzuciła odpowiednie tempo. Później co jakiś czas wymienialiśmy się naszą pięciokilogramową belką. Mieliśmy wiele przeszkód do pokonania na pierwszych 8 kilometrach. Pomagałem Moni jak tylko potrafiłem. Na szczęście nie ominęliśmy żadnej przeszkody na trasie! Kondycyjnie w porównaniu z Monią wypadłem mizernie. Nagle przy 10km zacząłem czuć doskwierający ból w pachwinie, z którym już miałem problem podczas majowego Runmageddonu w Myślenicach. Sił, by utrzymać szybkie tempo Moniki starczyło do 20 kilometra. Były etapy, gdzie widziałem plecy Moni z odległości 200-300 metrów. W którymś momencie na trasie ktoś nawet się mnie zapytał czy biegnę już sam ? Odpowiadałem, że moja partnerka biegnie o tam z przodu trzymając jeszcze tę 5-cio kilogramową belkę. Wyszło na to, że na ostatnich 10 kilometrach niosłem “naszego pieska” tylko przez kilometr… Mówienie sobie paru rzeczy pod nosem i przede wszystkim motywacja ze strony mojej partnerki bardzo ułatwiało mi ukończenie tego biegu. Dobiegliśmy do ostatniego toru przeszkód, dużo ciężej szło nam pokonanie tych przeszkód. Ale nie mogliśmy się wtedy poddać! Musiałem odwdzięczyć się Moni za każdy gest pomocy i motywację na trasie i znów z moją lekką pomocą pokonała każdą przeszkodę! Przy wielu dołach, w które musieliśmy wskoczyć, a następnie się wydostać złapał mnie potworny skurcz w łydce. Na szczęście jeden z wolontariuszy pomógł mi na chwilę zmniejszyć potworny ból, inny już chciał wzywać służby medyczne. To podziałało na mnie jak najlepszy dopalacz, stanowczo odmówiłem i powiedziałem sobie i innym, że dam radę! Szaleństwo Moni na ostatnich metrach znów mnie zelektryzowało i postawiło na nogi, żeby dobiec do linii mety. Taka partnerka na tego typu biegach to prawdziwy skarb! Dziękuję Ci za wsparcie, dodawanie otuchy, całą motywacje i znoszenie mej osoby przez te niecałe 6h biegu. Bez Ciebie byłoby trudno dobiec do mety, nie mówiąc już o osiągnięciu tak dobrego wyniku. Jesteś “przekotem”! Teraz pozostaje mi tylko wyciągnąć Ciebie na kolejny bieg :P. Mogę Ci obiecać jedno, od dzisiaj biorę się za poprawianie mojej kondychy, żeby móc Tobie dorównać tempa… no dobra, może od jutra ;-). Przed biegiem mówiłem, że to prawdopodobnie ostatnia moja edycja Tygrysa, ale po biegu nabrałem ochoty na więcej! Jeśli ktoś chce się sprawdzić to niech podejmie wyzwanie i przyjedzie na Tygrysa! Dla mnie to był najcięższy bieg w którym uczestniczyłem. Ale w końcu o to chodzi by podnosić sobie poprzeczkę coraz wyżej ;).”

Monika: “Uwielbiam wyzwania i kocham przygody. Trochę się stresowałam, ale swój udział w tym biegu traktowałam jako „zabawę” i cieszyłam się, że mogę wystartować. Już po ok. 5km miałam pretensje do Marcina dlaczego mnie na to namówił i chciałam zrezygnować. Był upał, miałam ciężkie spodnie, które były mokre, bo pierwsze kilometry były po wodzie i błocie, przez co nie biegło się łatwo i komfortowo z racji ograniczenia ruchów. Ciężkie buty za kostkę też nie ułatwiały sprawy. Po przeszkodach, w których trzeba było wykorzystać siłę z rąk, czułam, że ta ponad 5-cio kilogramowa belka, którą musieliśmy nieść przez całą trasę ważyła 50kg! Poleciały mi łzy i chciałam zrezygnować ale nie mogłam zawieść Marcina, obiecałam mu, że „to zrobimy”. Na niektórych przeszkodach wpadałam w panikę, gdyby nie Marcin nie zrobiłabym ich sama, jestem mu za to bardzo wdzięczna, że bez marudzenia mnie podnosił, przenosił, podrzucał, podciągał-jest bardzo silny. Jedną z przeszkód była przeszkoda mentalna, polegająca na zapamiętaniu 5 zasad Tygrysa. Najbardziej utkwiła mi w pamięci zasada: ”Nic i nikt nie zdoła mnie powstrzymać przed realizacją własnych marzeń”. Marcin dokładnie zapamiętał: „Obudziłem się dziś z wielu powodów, ale nie po to by być przeciętnym. Dziś zostanę Tygrysem!”. Te i resztę zasad powtarzaliśmy sobie w chwilach zwątpienia na trasie ale także w ramach przypomnienia, bo nie wiedzieliśmy kiedy nas o nie zapytają. Niezrobienie jakiejkolwiek przeszkody wiązało się z dyskwalifikacją a niefajnie byłoby odpaść na przeszkodzie mentalnej. Na trasie konsumowaliśmy batony, żele, banany i przez cały dystans wypiliśmy chyba po 5l wody. Marcin zmagał się z bólem pachwiny a później ze skurczami. Nie mogłam patrzeć na jego ból, wiedziałam co czuje i jak cierpi. Myślałam sobie, że „już teraz lepiej nie będzie, może być już tylko gorzej, o Boże! co ja tu robię?”. Marcin pomimo młodego wieku jest bardzo silny, zarówno psychicznie jak i fizycznie i nie chciał zrezygnować z biegu. Ktoś „z boku”, kto nie przeżył podobnej sytuacji może sobie pomyśleć – no debil! bolało go a nie zrezygnował. W takich sytuacjach człowiek jest tak bardzo zdeterminowany, że nie myśli o tym bólu, który przecież przemija… 
W takim biegu nie liczy się tylko własna sprawność fizyczna czy przygotowanie, tu trzeba wiedzieć, że na partnera możesz liczyć, trzeba sobie pomagać i wspierać się . Ja zawsze powtarzam, nie biegamy tylko nogami ale przede wszystkim głową. Panowie, których mijaliśmy ta trasie mówili, że zazdroszczą koledze takiej żony, my nie wyprowadzaliśmy ich z błędu a ich „żarty” dawały nam chwilowego powera. Drugi raz łzy popłynęły mi jakieś 3km przed metą, przed przeszkodą, gdzie powiedziałam do Marcina, że „prędzej się ze..am niż to zrobię. (tak, podczas biegu człowiek używa brzydkich słów, nie powiem jak nazwałam naszą belkę) ale znów mogłam liczyć na pomoc Marcina i się udało. Cierpienie, zadrapania, siniaki, ból, krew i zmęczenie- o tym wszystkim człowiek już zapomina ja widzi metę, za którą było mnóstwo euforii. Jak dla mnie jest to jeden z najtrudniejszych biegów w jakich brałam udział, wolałabym przebiec maraton uliczny. Mam wielki szacunek do tego biegu i zachęcam wszystkich „kozaków” do sprawdzenia się w nim. Przeżyłam fenomenalną przygodę, której nigdy nie zapomnę. Człowiek nie tylko sprawdza swoją kondycję, zmierza się z dystansem i przeszkodami ale także zmaga się ze własnymi słabościami. Emocję jakich doświadczyłam są bezcenne. Trzeci i ostatni raz poleciały mi zły na mecie ze szczęścia i że mamy już to za sobą i wtedy dopiero byłam wdzięczna Marcinowi, że mnie na to namówił. Biegów przeszkodowych jest mnóstwo ale Bieg tygrysa jest wyjątkowy“.

Bieg uznajemy za spory sukces! 14 miejsce open w kategorii duża beczka, 3 miejsce w parach mieszanych. Bieg na wojskowym poligonie w Orzyszu przyciąga tych najbardziej wytrwałych, bo już został okrzyknięty przez uczestników najtrudniejszym biegiem w Polsce.Warto wspomnieć, że rywalizację udało się ukończyć w regulaminowym czasie, który i tak został wydłużony tylko 39 parom. Tym bardziej jeszcze większe brawa należą się naszym Tygrysom!

 

 

        

Udostępnij:

partnerzy:

                        SUPERfeet             logo salomon time to play                    

               OK system              Fit Profit              

PayU.pl

Wszystkie pola są wymagane.